Psalm 120, czyli pierwszy stopień do Nieba...

Pieśń stopni.

Do Pana w swoim utrapieniu
wołałem i wysłuchał mnie.
Panie, uwolnij moje życie
od warg kłamliwych
i od podstępnego języka!
Cóż tobie [Bóg] uczyni
lub co ci dorzuci,
podstępny języku?
Ostre strzały mocarza
i węgle z janowca.
Biada mi, że przebywam w Meszek
i mieszkam pod namiotami Kedaru!
Zbyt długo mieszkała moja dusza
z tymi, co nienawidzą pokoju.
Gdy ja mówię o pokoju,
tamci prą do wojny.

Wczoraj po trzech tygodniach drogi dotarłem do końca monumentalnego Psalmu 119. Obiecuję w najbliższym tygodniu jeszcze raz wejść do środka kolejnych części wielkiej modlitwy. Odniosę się również do komentarzy.

A dziś rozpoczynam "Pieśni stopni" (Psalmy od 120 do 134) - modlitwy towarzyszące pobożnym Izraelitom wchodzeniu do jerozolimskiego sanktuarium. Moja droga prowadzi do Nieba, więc czytam "Pieśni stopni", jakby były drogowskazami w drodze do szczęśliwej wieczności.

Wchodzę na pierwszy z piętnastu stopni. I wołam: Panie, uwolnij moje życie od warg kłamliwych i od podstępnego języka! Psalmista jest pewien, że Pan odpowiada na to wołanie. Pisze: wysłuchał mnie! Niech tak będzie zawsze! Chcę żyć w prawdzie (Prawdzie). Na początku drogi do Nieba otwieram drzwi do serca, by stanąć wobec Boga - MIŁOŚCI.

Omnia nuda et aperta sunt ante oculos Eius ("Wszystko jest nagie i odsłonięte przed Jego oczami") [Hbr 4, 13].

Komentarze