Psalm 61, czyli modlitwa banity...
Nie jestem w Niebie...
Czuję, że mieszkam z dala od Boga...
Jak wygnaniec...
Na krawędzi świata...
Kruchy i niemocny ["słabnie moje serce"]...
Modlę się ["Wołam do Ciebie z krańców ziemi..."].
I proszę, żeby Bóg dał mi miejsce na skale ["na skałę zbyt dla mnie wysoką wprowadź mnie"].
I żeby mnie chronił przed złem ["Ty jesteś dla mnie obroną, wieżą warowną przeciwko wrogowi"].
Marzę, żeby być już w Niebie ["Chciałbym zawsze mieszkać w Twoim przybytku, uciekać się pod cień Twoich skrzydeł!"].
Ale ciągle jestem na ziemi...
Jak wygnaniec...
I potrzebuję MIŁOŚCI!
Dlatego wołam: Proszę Cię, Boże: "ześlij łaskę i wierność, aby mnie strzegły"!
Ojcze….w moim nieustannym wygnaniu, proszę, pomóż mi wejść na skalę wysoką, do Twego przybytku.
OdpowiedzUsuńDrogi Ojcze, proszę pomóż wszystkim, którzy doświadczają braku swego miejsca tu, na Ziemi, poczuć bezpieczeństwo w Tobie.
OdpowiedzUsuń