Psalm 38, czyli o wszechogarniającym cierpieniu...
Dramatycznie brzmi Psalm 38. Czytamy frazy, które przedstawiają człowieka pogrążonego w wielkim cierpieniu...
Nieszczęśnik czuje, że to, co przeżywa jest konsekwencją (karą) za grzechy ["winy moje przerosły moją głowę, gniotą mnie jak ciężkie brzemię"].
Czuje się zraniony przez Boga ["ręka Twoja zaciążyła nade mną"]. Rodzą się we mnie pytania... Czy to rzeczywiście Boża ręka? Czy Bóg, którego ręce (roz)dają miłość, może sprawiać ból?
Grzech roztacza fetor ["Cuchną, ropieją me rany"].
Zło jest wariactwem ["na skutek mego szaleństwa"] i sprawia, że człowiek-grzesznik się garbi ["Jestem zgnębiony, nad miarę pochylony"].
Świadomość grzechów wywołuje wewnętrzny ból - palący ogień ["Bo ogień trawi moje lędźwie i w moim ciele nie ma nic zdrowego"].
Przychodzi czas ciemności. Wielki mrok... ["moc mnie opuściła, zawodzi nawet światło moich oczu"]
Nieszczęśnik jest sam ["moi bliscy stoją z daleka"].
I właśnie wtedy, zanurzony w złu i znikąd niemający pomocy, na dnie rozpaczy i nicości, zaczyna się modlić: "Tobie ufam, o Panie! Ty odpowiesz, Panie, Boże mój! (...) Nie opuszczaj mnie, Panie, mój Boże, nie bądź daleko ode mnie! Spiesz mi na pomoc, Zbawienie moje - o Panie!"
Komentarze
Prześlij komentarz